msparker

Październik 30, 2005

SPOTKANIA NA MOŚCIE — Bilet na Most – nie łam się przełam się

Filed under: MOST — msparker @ 12:00 am

 

Każdy z nas ma czasem ochotę zmienić coś w swoim życiu, tak by móc poczuć, że zależy ono właśnie od niego, że sam pisze jego scenariusz. Czasem narzekamy na to co dzieje się wokół nas. Świat społeczny, polityczny, uczelnia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania. Możemy próbować zmienić środowisko w dwojaki sposób. Albo zmieniając dotychczasowe, albo samemu przenieść się do zupełnie nowego. Choć przez wielu to drugie rozwiązanie będzie postrzegane jako ucieczka i tchórzostwo, to ja jednak je zaproponuje ale w nieco zmodyfikowanej formie. Co prawda dalej to może być ucieczka ale już nie będzie tchórzostwem a jak się okazuje wręcz przeciwnie. Już wszystko wyjaśniam.

Proponuję Wam Droga Braci Studencka pewien ciekawy pomysł na zmianę „klimatu”. Mianowicie idzie mi o program Most w ramach, którego możecie pojeździć sobie po Polsce i co semestr studiować na innym Uniwersytecie. Cała procedura programu jest niezwykle prosta, rzec by można nawet, że prosta jak drut. Wybierasz sobie jaki chcesz Uniwerek i kierunek studiów. Ściągasz podanie ze strony internetowej, wszystkie linki znajdziesz na www.univ.gda.pl, wymiana studentów i prosto na Most. Drukujesz wniosek, wypełniasz go, dziekan podpisuje opinie, pieczątkę i odnosisz podanie do rektoratu a potem to już tylko czekasz na pozytywną odpowiedź.

Ale żeby tak było… to by było zbyt piękne. Z założenia wygląda doskonale, aczkolwiek bez problemów się nie obejdzie. I zgadnijcie gdzie one się zaczynają? Pewnie Was nie zaskoczę mówiąc, że już na samym początku.

Otóż, internet sprawny, wszystkie strony działają, zgrabnie przeskakują kolejne okienka, nawet jest tusz w drukarce, więc drukujemy sobie wniosek. Idziemy z wypełnionym druczkiem do dziekanatu, wpadamy do Pani Dziekan by mechanicznie wpisała regułkę: „Średnia za semestr … wynosi…”. Teraz czym prędzej biegniemy do rektoratu oddać papierek i już tylko zaciskamy kciuki by się udało. No i … się nie udało. Bo właśnie wczoraj zmieniono wzór podania a ty masz jeszcze ten stary no bo skąd wiedzieć.

            Podejście I – nie zaliczone. Rada: nawet jak ci bardzo zależy nie śpiesz się, poczekaj rozsądnie, pod koniec terminu tez zdążysz.

Tym razem drukujemy już aktualny wzór. Rada: co najmniej w kilku egzemplarzach, bo Dziekani to też ludzie i mają prawo się pomylić,  w końcu są tam aż trzy linijki i ciężko się zdecydować, w której zacząć pisać. Kolejny raz zwalniamy się z zajęć by być w wyznaczonych godzinach u bram władzy. Drogi petencie uzbrój się w cierpliwość, co prawda czasy kartek się skończyły ale kolejek niekoniecznie. Wreszcie my wchodzimy, z pełną teczką świeżych podań, a nóż się coś wydarzy, kawa może się rozlać na przykład, różnie to bywa. Niczym na przesłuchaniu w tajny służbach jesteśmy podawani inwigilizacji, kto jesteśmy, skąd, po co. Jeszcze tylko telefon do pani opiekunki kierunku niech sprawdzi nasze akta – wyniki w nauce i można postawić pieczątkę od spraw dydaktycznych. Dobrze by było jeszcze wpisać coś od spraw studenckich ale tu musielibyśmy się wcześniej wykazać jakąś aktywnością (koło naukowe, samorząd, AZS, Popis – ukłony dla naczelnych) itp. Jeśli jednak nie mamy do zaoferowania nic poza średnią to można by ominąć ten cały segment z Dziekanami. Zwyczajnie zostawić podanie u pani „w okienku”, tej której podlegamy w dziekanacie i ona załatwi już nam regułkę. Za jakiś czas można odebrać świstek i znów ruszać na rektorat, pokój 306.

                 Stojąc przed drzwiami myślimy sobie – wreszcie sukces. Podejście II – zaliczone. Jednak nic bardziej mylnego – podejście drugie, druga klapa. Rada: pamiętaj wniosek ma być na jednej kartce, dwustronnie, oszczędzaj drzewa nie drukuj dwóch kartek.

            Koszmarne myśli, znowu drukowanie, znowu dziekani o o o kur…, przecież nie ma już czasu. Szybki ruch głową – dosłownie – po lewej stoi ksero, więc może by się jakoś udało. Drugi ruch głową – myślenie- jak dopasować kartki tak, żeby się zgadzało.  Żeby weszła tu wyszła tam i była równo pomazana. Trzy blondynki siadły przed maszyna, pół ryzy papieru zużyły – na próbę rzecz jasna. Gdy miały już pewność, wargi zacisnęły, oczy zamknęły i puściły ksero w ruch. Tak na marginesie to było najdłuższe kserowanie jednej strony w moim życiu. Udało się – super – lecę – pokój 306 – pani Gosia – wniosek – do widzenia – uff – z głowy – czekam…

c.d.n

msparker

     

Theme: Rubric. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.