Dlaczego gdy tylko kończą się wakacje i wracamy na uczelnie zaraz większość ogarnia „jesienna depresja”???
To znaczy zaraz po tym jak już wszystkim opowiemy jak wspaniale spędziliśmy lato i gdzie to nas nie było. I na takich letnich zaduszkach mija cały październik. Potem jest listopad, no i co?… no i trzeba mieć jesienna depresje. Wszędzie w koło trąbią jak źle powinniśmy się czuć, że biometr niekorzystny, że złe czasy nastały dla alergików. Każdy powód jest dobry byle tylko się smucić, bo to „zupa była za słona” albo „sąsiadka ma nowe futro” a my cały czas w tym z przed roku. Blee. Mam dosyć wpuszczania nas w kanał, co z tego, że jesień, że dzień coraz krótszy, że słońca mało? Blee. Powtórzcie wszyscy za mną – B L E E . Jesteśmy młodzi walczymy o soją przyszłość i te pierdoły nie powinny nas doprowadzać do takiego stanu jak deprecha. No, co innego to bezrobocie absolwentów i wizja Giertycha w Belwederze, ale wybaczcie na pewno nie jesień.
Jesień to pora roku jak każda inna a może i piękniejsza, bo można szurać liśćmi po chodnikach, można rzucić kasztanem w nie lubianą koleżankę i wmawiać jej, że to tak z drzewa spadło tak samo, poprostu, można wreszcie skakać po kałużach a w domu mamusi powiedzieć, że to jakieś auto nas ochlapało – ach ci kierowcy.
Dzień krótszy, ale noc dłuższa……(tu skończę, bo dobrze wiecie, co z tym zrobić).
Słońca mniej, ale księżyca więcej – a to już trąca romantyzmem i od razu robi się sympatyczniej.
Jesień to taki okres, który na pewno wymaga od nas większej inicjatywy i inwencji twórczej, aby w tym „ponurym” czasie dobrze się bawić. Fajnie jeszcze by było, gdyby trochę tej aktywności i pomysłowości zostało nam na zimę, bo to też może się okazać „nieciekawy czas”. Zwłaszcza, gdy spadnie śnieg i przyjdzie duży mróz. Wtedy to już tylko siedzieć w domu a najlepiej zapaść w sen zimowy. Dlatego musimy się niewiarygodnie wysilić by ujść z życiem z tej patowej sytuacji, aczkolwiek niezależnej od nas. Może pomogą nam w tym jakieś drobne radości, przykładowo lepienie bałwana w ogrodzie, bitwa na śnieżki albo odgłos skrzypiącego śniegu wydobywający się z pod naszych butów. Nie możemy też zapomnieć o notorycznie spóźniających się autobusach i tramwajach, o soli zjadającej nasze kozaczki, o śniegu za koszulą. Te właśnie zdarzenia sprawiają, iż czujemy, że żyjemy, są one bardzo potrzebne, pozwalają zachować kontakt ze światem i wywołują w nas COŚ. Nie ważne, co czy uczucie czy zachowanie ważne, że cokolwiek.
Okres jesienno-zimowy staje się przykrywką dla naszej bierności, nie mamy ochoty się wysilać, więc zwalamy to na pogodę, a ona nie może się obronić - dlatego tak ją wykorzystujemy. Myślimy tylko, aby jakoś przetrwać i wreszcie otrzymać tą upragnioną przepustkę do „lepszej” pracy (mam tu na myśli dyplom), choć już różnie z tym bywa.
Rzetelność, systematyczność i student to rozbieżne pojęcia i nawet za bardzo mi to nie przeszkadza (bo też taka jestem hahaha). Ale gdy fantazja, polot i student stają się rozbieżne to już katastrofa a niestety coraz częściej to obserwuję. Gdzie się podział nasz błysk w oku, szaleństwo, twórczość i kreatywność. Czegoś mi zaczyna brakować w tym całym studiowaniu…..
Moi Drodzy Współplemieńcy, Studenci życzę Wam i sobie, by wraz z odejściem starego roku odeszła od nas ta pseudo depresja, by powróciła do nas Moc i Energia, bo świąt stoi u naszych stóp wystarczy tylko podnieść rękawice.
msparker
Komentarz autor ak — kwiecień 27, 2007 @ 8:56 przed południem